Close

„Brulion” – Malwina Ferenz

Na twórczość Malwiny Ferenz trafilłam odrobinę z przypadku, trochę z polecenia. Komedia, czy to kryminalna czy obyczajowa, to mój ulubiony gatunek. Kocham się śmiać, więc „Szpital na peryferiach” oraz „Na miłość boską” wzbudziły we mnie żywiołowy zachwyt. Ale Autorka natychmiast zarzekła się, że nie tylko komedie pisuje, sięgnęłam więc po „Neon Cafe”. Rzeczywiście, nie jest to komedia. Ale klimat, język, sposób przedstawienia nawet tych nieśmiesznych a poruszających historii jest zachwycający. Dodatkowo wrocławskie zdjęcia i wpisy Autorki na IG, spowodowały, że zapowiedź „niekomediowej” oraz „zupełnie innej” książki powitałam z niecierpliwym oczekiwaniem. Gdy jeszcze Malwina okazała mi zaufanie i zaproponowała przedpremierowe recenzenckie czytanie, radość moja była wielka.

Rozmaite perypetie stanęły na drodze mojego tego wcześniejszego zaczytania w „Brulionie”… ale nie o to chodzi.

Przeczytałam „Brulion” szybko i wolno jednocześnie. Szybko, bo tak naprawdę w kilka godzin, wolno, bo chwilami po przerwaniu lektury, odwlekałam powrót do niej, myśląc o tym co się tam dzieje, szukając ilustracji, źródeł, informacji. To typowy przykład książki, którą chcesz skończyć, i której, za nic w świecie, nie chcesz skończyć. Dowiedzieć się jak się skończyła, ale nie „wychodzić” z tego klimatu, nie zostawiać bohaterów.

Najlepszym określeniem dla „Brulionu” wydaje mi się, że jest jak Shrek i cebula, bo ma warstwy.

Pierwsza, najprostsza, to historia romansu młodego szwajcarskiego dziennikarza z niemiecką urzędniczką w Breslau w 1938 roku.
Moritz Stille zakochuje się w Ingrid Beaucort. A ona trochę niedostępna, tajemnicza, potem niezwykle odwzajemniająca… Moritz kocha, wielbi, tęskni, miłość, namiętność… wszystko tu jest. To warstwa, która gdyby nie dramatyczne wydarzenia w tle, byłaby cukierkowo śliczna.

Kolejna warstwa jest okropna. I im głębiej, tym bardziej wstrętna. To społeczeństwo niemieckie w 1938 roku. Hitleryzm rosnący do postaci niewiarygodnej, oszołomienie i histeria zwykłych ludzi, przesiąknięcie tych ohydnych idei nawet do sfer kultury – zadziwiające ludzi kultury, do sportu – tu już wtórnie, więc może mniej. Poddanie się propagandzie, omamienie przekazem głównego politycznego nurtu. Bezkrytyczne przyjmowanie tłoczonych z wielką siłą i ogromnej ilości pełnych nienawiści, choć bezsensownych informacji.

„– Wszędzie o tym mówią. Gazet pan nie czytasz?
– Skoro wszędzie mówią, to to musi być prawda.”

I ta łatwość przyjęcia tej argumentacji, tego prostego (choć przecież pustego i bezpodstawnego) wskazania winnych wszystkich niepowodzeń i odpowiedzialnych za porażki.

„Napracowano się nad tym, żeby przekonać społeczeństwo, że część ludzi do niego nie należy i w związku z tym nie powinni sobie mieć takich samych praw jak inni.”

(Przerażające, że przecież próby takiego działania, w unowocześnionej wersji oglądamy na co dzień, w Polsce, w XXI wieku! Mam nadzieję, że jednak tym razem się nie uda.)

Następna warstwa to społeczność żydowska, jej uwarunkowania i historyczne podejście do trudnych losów, jakie na przestrzeni wieków ją doświadczały. Sposób przyjmowania narastających szykan, dramatyczna historia „żaby gotowanej w zimnej wodzie”.

A wokół trwający w bezwładnej indolencji świat. Kraje, politycy…

„Nie takich rzeczy świat nie zauważał. Ma wielowiekowe doświadczenie w zamykaniu oczu.”

I wreszcie ta warstwa! Historia najbardziej niewiarygodna a prawdziwa! Zawinięta w opakowanie z tamtych trzech, wcześniej wspomnianych! Niesamowita! Oszałamiająca! Wzruszająca! Brakuje słów aby wyrazić swój podziw dla tego co się tam, we Wrocławiu, w szpitalu, w Noc Kryształową stało. Nic więcej nie napiszę, to musicie przeczytać! Do tego prowadzi cała historia wypadku i rekonwalescencji Moritza. Chwyciła za serce, ścisnęła, i trzyma!

I warstwa piąta! Przenikająca, przeplatająca wszystkie pozostałe! A może najważniejsza!
To Wrocław, Breslau, to miasto, którego już nie ma! Architektura, ulice, parki, tramwaje, sklepy czy zakłady usługowe, ludzie, życie codzienne… opisane tak, że ciągle szukałam w necie zdjęć budynków i ulic. Tu potrzebna byłaby wersja ilustrowana! Bogato opatrzona w zdjęcia, rysunki, mapy z tamtego okresu. Wrocław bowiem zachwyca tu miejskim urokiem, by za chwilę wprawić w osłupienie nazistowskimi dekoracjami na niespotykaną skalę, a potem przerazić ogromem nienawiści w nocnych wydarzeniach. Bony z dziećmi w nasłonecznionym parku kontra rozboje i gwałty na ulicy w Tę noc.

Architektoniczny urok Wielkiej Synagogi i informacja o jej całkowitym zniszczeniu. Złotobrązowe łagodne kolory jesieni na cmentarzu i ulice całkowicie zasłonięte czerwono czarnymi flagami ze swastyką.

I wszystkie te warstwy przeplecione genialnie, opisane bogatym, żywym, prawdziwym językiem. Każda chwila w tej historii ma znaczenie, każda świetnie wybrzmiewa. Nieśmiałe zauroczenie i wielka namiętność. Zachwyt nad pięknem muzyki i zgroza przejęcia jej przez propagandę. Wielkość człowieka i małość ludzi. Opisane z punktu widzenia chłopaka, który początkowo nie wiedział, potem nie chciał wierzyć, a potem wypierał.

„Brulion” opowiada o okrutnych czasach, o trudnych wydarzeniach, ale nie jest ponury i martyrologiczny. Chwile smutne przeplatane są wesołymi, dramatyczne miewają nieoczekiwanie humorystyczną okrasę, język, którym posługują się bohaterowie jest żywiołowy i prawdziwy, wciąga w opisy i zdarzenia, odmalowuje świat i ludzi niezwykle obrazowo. To powieść przecież. Rewelacyjna powieść!

Napisać, że polecam Wam „Brulion”, to nic nie napisać.
Nie, nie polecam, nalegam i naciskam, nakłaniam, musicie go przeczytać!
To książka, która nie może umknąć!

Tytuł: Brulion
Autorka: Malwina Ferenz
Wydawnictwo: Filia
Moja ocena 100/10

Dziękuję Autorce za egzemplarz do recenzji♥️♥️♥️.

PS1. „Brulion” dołącza natychmiast do „Kukieł” Macieja Siembiedy na podium 2021!
Rany! dwie takie książki z rzędu to po prostu czytelniczy raj!

PS2. Ja wiem, że tego miasta już nie ma, ale i tak chcę tam pojechać! Chcę przejść się uliczkami, może zza przymkniętych powiek zobaczę widoki namalowane przez Autorkę. Ten Wrocław, straszny w 1938, ale i tak piękny i niezwykły.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

© 2021 Co Aśka przeczytała... | WordPress Theme: Annina Free by CrestaProject.
%d bloggers like this: