Close

Co Aśka widziała… – Szkocja 2018

Szkocja jest zachwycająca. Być może wpływ na tę ocenę ma fakt niespotykanego szczęścia pogodowego. Na Wyspie Mgieł (Skye) mieliśmy bite dwa dni oślepiającego słońca. Poza tym też jednak mało (w stosunku do spodziewanego poziomu) padało. Co prawda nawet w deszczu, gradzie i śniegu oszałamiały nas widoki.

Od początku: najpierw zawiódł nas Wizzair.
Bilety do Glasgow kupione w sierpniu, w październiku okazały się biletami do Londynu/Doncaster/Liverpool.
No, do Szkocji chcieliśmy… Zgadzamy się na Doncaster.
Trudno, dojedziemy te 400 km. Zmiany w rezerwacjach hoteli, samochodów, trasie.
Damy radę, chcemy Szkocji.

Plan ambitny. 7 dni. 1980 km.
Po lewej stronie. Z manualną skrzynią.

Dwa srebrne bolidy ze stajni VW 😀
Wyszło ponad 2100 km. Bez obcierek. I tylko raz prawie pod prąd :D.

27.04. (piątek)

Lecimy o świcie do nieszczęsnego Doncaster. Lądujemy, czekamy na otwarcie wypożyczalni, odbieramy dwie srebrne (jaśniejszą i ciemniejszą) strzały i ruszamy!

Zimno ale słonecznie. Po kilkuset kilometrach autostrad środkowej Anglii, wjeżdżamy wreszcie w szkockie boczne drogi, między wrzosowiska, pastwiska, owce.

Pierwszy cel – kaplica Rosslyn. Jest piękna, ale niestety nie wolno robić zdjęć wewnątrz. Wysłuchujemy opowieści przewodniczki o historii miejsca, upadku, renowacji i fali popularności po „Kodzie Leonarda Da Vinci”.

Kolejny przystanek to Kelpies na terenie rekreacyjnym The Helix Project. Ogromne srebrne końskie głowy nierealnie wyrastają ma trzydzieści metrów w górę.

Potem już hotel. Przy lotnisku w Glasgow. Tu mieliśmy przylecieć tego wieczora :D.

28.04 sobota

Krótka podróż nad Loch Lomond, największe jezioro Szkocji.

Spacer po urokliwym miasteczku Luss. Kilka chwil nad jeziorem.

Następnie przez piękną Glencoe

wjeżdżamy do Glen Etive.


Obowiązkowy widoczek ze Skyfall.


W filmie dolina zamglona i ponura. U nas obłędne słońce i błękitne niebo.


Kilka kilometrów dalej, przy Black Cottage jest czarno, leje i pada grad. Jak to mówią w Szkocji, „jeśli nie podoba Ci się pogoda, poczekaj pięć minut”.

Mijamy Fort Wiliam, położone u stóp Ben Nevis, najwyższego szczytu Szkocji, ale i całej Wielkiej Brytanii. Czas nas goni (w planach prom) zatem rezygnujemy z oglądania śluz na Kanale Kaledońskim. Potem okazuje się, że nie ma już biletów na prom, więc zamiast przez Mallaig i Armadale, czeka nas kilkadziesiąt kilometrów więcej do mostu na Skye.
Ale najpierw zaglądamy na wiadukt Glenfinnan. Chcemy jechać do Hogwartu!


Znów świeci piękne słońce, wiadukt prezentuje się imponująco.

Po drodze na Skye mijamy Eilean Donan,

jeden z najbardziej znanych i malowniczo położonych zamków Szkocji. Znowu pada i jest ponuro. Zamek wygląda jak z horroru, po blankach powinny snuć się szkockie duchy.

Wjeżdżamy na Skye, wypogadza się.

Im bliżej Portree, tym piękniej. Napotykamy pierwsze kudłate i rogate szkockie krowy.

W Portree mieszkamy w małym domku nieopodal centrum miasteczka. Z sypialni mamy fantastyczny widok na kawałek zatoki i ośnieżone szczyty Cuilin.

29.04 niedziela

Ranek wita nas pełnym słońcem. Zimno ale lampa jak marzenie. Ruszamy do Old Man of Storr.

Część wycieczki pasuje w połowie drogi pod górę, część dociera do słynnej skały. Widoki obłędne.

Następny punkt programu to wodospad Kilt Rock i klify wybrzeża.

Przepięknie wyglądają czarne skały, zieleń trawy i błękit morza i nieba.

Ponieważ umyka nam wjazd na drogę do Quirang po krótkim postoju przy ruinach Duntulm

i szybkim obiedzie w Uig, ruszamy do Glen Fairy. Tajemnicza dolinka, z ruinami zamku i kręgiem z kamieni.

Spodziewaliśmy się, może nie Stonhenge, ale jednak czegoś większego. Tajemniczy krąg ułożony jest z kamieni wielkości cegieł.
Wrażenie robi, jeśli na zdjęciu nie ma ludzi jako odniesienia do rozmiaru:

Udajemy się na zachodni kraniec Skye. Do Neist Point Lighthouse, malowniczo położonej latarni morskiej.

Ambitna część składu podąża do latarni.

Nieambitna na łatwy do zdobycia punkt widokowy 😀

Odcienie granatu i błękitu oszałamiają. Pogoda nam sprzyja, widoki na latarnię zapierają dech.

Potem postanawiamy odwiedzić jeszcze Coral Beach. Ale po długim spacerze osiągamy tylko punkt z którego ją widać.

W drodze powrotnej rzut oka na Dunvegan Castle, ozłocony kolorami zachodzącego słońca.

30.04 poniedziałek

Znowu mamy słońce!

Dzień rozpoczynamy od spaceru po Portree.

Malowniczy port okolony bajecznie kolorowymi domkami robi miłe wrażenie, choć o tej porze roku jest nieco opustoszały.

Z krótkim przystankiem

przy starym, kamiennym Sligachan Old Bridge podążamy do Talisker Distillery.

Zwiedzanie destylarni, zakończone degustacją i oczywiście zakupami.

Potem obowiązkowe wielkie morskie żarcie w Oyster Shed.

Niepozorny blaszany magazyn i stojący obok food truck karmią wspaniałościami z morza.

Przegrzebki, mule, langustynki, homar…. mniaaaammmm.

Po zjedzeniu morza jedziemy do wodospadów Fairy Pools. Znowu spodziewamy się imponujących kaskad.


Kaskady są, owszem dość widowiskowe, warte zobaczenia ale … dobrze, że za ostatnią stoi tablica „koniec atrakcji”, bo szlibyśmy dalej, szukając oczekiwanych oszałamiających wodospadów 😀

Ponieważ nadal towarzyszy nam przepiękne słońce spacer do Fairy Pools uznajemy i tak za udany.

Wracamy do Portree, idziemy na kolację do miejscowego pubu.

01.05 wtorek

Koniec pobytu na Skye, koniec słońca.

Co prawda Wyspa Mgieł nie jest bardzo zamglona, ale porządnie zasnuta chmurami, z których chwilami pokapuje deszcz.
Podążając w kierunku Loch Ness, mijamy Eilean Donan.

Znowu oglądamy zamek w dość ponurej scenerii. Prawdziwa szkocka pogoda.

Kolejny krótki przystanek,

to rzut oka na inną znaną szkocką ruinę, Urquhart Castle.

Zaraz obok udajemy się do Loch Ness Centre & Exhibition w poszukiwaniu potwora. Niestety ekspozycja lata świetności ma dawno za sobą. Mimo wykorzystania filmów, eksponatów, wnętrz udających podwodny świat, po prostu nudzi. Brak odrobiny polskich materiałów z pewnością utrudnia odbiór dzieciom. Filmy i komentarz są bardzo naukowe, bardzo mało uatrakcyjnione niestety. Multimedialna ta wystawa to była zapewne 30 lat temu. Teraz niestety nudaaaaaaa. Nawet nie mamy żadnego zdjęcia, które warto byłoby tu wrzucić.

Następnie podziwiając widoki wzdłuż brzegów Loch Ness

podążamy do Inverness. To miasto nas nie ujęło. Paskudny sztuczny oblepiony reklamami (jak w Pl) deptak i jeszcze kiepskie jedzenie (głupio ulegliśmy fochom młodszej części wycieczki). No i niestety Inverness nie zachwyciło,

mimo malowniczego zamku na wzgórzu nad rzeką.

Jedziemy dalej przez Highlands do Speyside. Im dalej od cywilizacji tym znowu piękniej, choć pogoda nie rozpieszcza.

Dojeżdżamy do Tomintoul, zarezerwowany nocleg w The Smugglers Hostel okazał się porażką. Brud i smród. Cena wyższa niż w hotelach w Glasgow i Doncaster (brak rozbudowanej konkurencji w okolicy?).

Samo miasteczko być może miałoby jakiś urok ale sprawia wrażenie totalnie wymarłego a siąpiący deszcz nie zachęca do spacerów. Aby wytrzymać tę jedną noc.

02.05 środa

Wstajemy, deszcz, zimno, puste Tomintoul, nie ma gdzie zjeść śniadania. Ruszamy dalej.

W planach było Balmoral, ale spacery wokół zamku, w tej pogodzie, to tylko Windsorowie osobiście mogą uskuteczniać. Być może są bardziej weatherproof niż nasze byty i softshelle. Podjeżdżamy pod bramę,

fotka, zawrotka i jedziemy dalej.

Po drodze krótki stopik przy malowniczym Zamku Braemar,

ale żadnego zwiedzania. Głód gna nas dalej!
I wreszcie w miasteczku za zamkiem jest! Cudowne, wspaniałe miejsce!
The Bothy Braemar!

Prawdziwa śniadaniowa uczta! Z najlepszą na świecie owsianką ze śmietanką i syropem klonowym! PYCHA!

Najedzeni i dzięki temu znowu w dobrych nastrojach pędzimy przez Cairngorms. Najpierw wysoko w górach temperatura spada do 2 stopni i pada śnieg. Ale te widoki! Obłęd! Wynagradzają wszystko! Nieprawdopodobna Glenshee zachwyca nas! Fatalnie, że na całej długości obowiązuje zakaz zatrzymywania. Z drugiej strony gdyby nie on, chyba jeszcze byśmy z tej doliny nie wyjechali! Każdy zakręt otwiera nowe perspektywy, odsłania nowe widoki.

Z żalem opuszczamy przepiękne Highlands. Zauroczyły nas te góry. Piękne tak, że nawet chmury, deszcz, śnieg i ogólnie paskudna pogoda, nie są w stanie odebrać im uroku.

Zmieniamy nieco trasę, postanawiamy odwiedzić St Andrews. Gdy dojeżdżamy pada.

Ale i tak będziemy zwiedzać, kurtki na grzbiet, kaptury na głowy, idziemy! Po dość krótkim snuciu się postanawiamy najpierw coś zjeść.
Beer Kitchen to świetny wybór. Najadamy się pyszności a w międzyczasie wypogadza się. Wędrujemy przez miasteczko do ruin katedry!


Ruiny są rozległe, wyobrażenie sobie jaka musiała być ta budowla w całości, robi wrażenie.

Ruszamy wreszcie do Edynburga.

Po drodze w słońcu przejeżdżamy najnowszym z trzech mostów nad Firth of Forth.

Potem krótki postój na podziwianie wszystkich trzech!
 
Są tak różne, każdy w innym stylu, ale najbardziej zachwyca przepiękny, czerwony dziewiętnastowieczny most kolejowy!

Znajdujemy nasz kolejny „dom wakacyjny”. Okazuje się mieszkaniem w bloku, w niefajnej okolicy.

Jedziemy do centrum na spacer po Edinburgh Royal Mile. Jest zimno ale nadal słonecznie.

Na Royal Mile obowiązkowy dudziarz w pięknym stroju wygrywa szkockie melodie.


Docieramy do zamku, kupujemy bilety na kolejny dzień na Whisky Experience. Potem wracamy do naszego apartamentu w Telford.

Awantura, bijatyka i wrzaski grzmiące wieczorem piętro niżej to dodatkowa atrakcja wliczona w cenę. Koszmar.

03.05 środa

Rano ruszamy jeszcze na trochę do Edynburga. Podążamy na Calton Hill, słynny edynburski punkt widokowy.

Pochmurno ale imponująco. Następnie energicznie kierujemy się ponownie ma Royal Mile.
Odbywamy fantastycznie zorganizowaną wyprawę w świat whisky.
Najpierw piękno kraju, najsłynniejsze regiony, widoki i charakterystyczne miejsca pokazane w filmie.
 
A także proces powstawania, historia, odmiany, różnice, smaki, zapachy oraz imponująca kolekcja zebrane i przedstawione w niesłychanie atrakcyjny sposób. Nowocześnie i wciągająco. Całkowite przeciwieństwo nudnego Loch Ness Centre. Scotch Whisky Experience to świetne podsumowanie naszej wycieczki. Nasz tydzień w godzinę.

Pełni wrażeń schodzimy jeszcze na Grassmarket,

rzut oka na majestatyczny Zamek,

potem przez malowniczą Victoria Street i zabawną Cowgate

udajemy się do naszych rydwanów aby ruszyć w drogę do Doncaster. Tam ostatni nocleg tej wycieczki w hotelu przy lotnisku.

04.05 czwartek

Poranny lot do domu.

Szybko zleciało, mnóstwo wrażeń, było świetnie!

I teraz kto przeczytał do końca zasłużył na nagrodę:

Leave a Reply

Your email address will not be published.

© 2019 Co Aśka przeczytała... | WordPress Theme: Annina Free by CrestaProject.