Close

„Salon odrzuconych” Serena Burdick


Ach, belle epoque i Paryż! To jest cudowny zestaw. Blichtr sukien, przyjęć, ognistych romansów i biedni malarze na Montmartre… wszystko to uwielbiam i mam wrażenie że „Salon Odrzuconych” powinien mnie zachwycić. A tak trochę, nie bardzo się czuję zachwycona. Czytało się świetnie, ale jakoś po łebkach. Za mało mi tego Paryża w Paryżu? Za mało szelestu jedwabiu i zapachu farb.
Dziwne są też te tajemnice życia Henriego, a poplątanie romansów i ich efektów zadziwiające. Aimee, ciągle budzi litość a nie bardzo sympatię, Colette drażni, że ręce świerzbią, Auguste jest bez wyrazu i energii, Henri miągwa i sierota życiowa,
Tylko Leonie i madame Savaray mają uczucia, energię życiową i budzą sympatię w tym towarzystwie.
_
Na dodatek męczy mnie wrażenie, że już to gdzieś czytałam, że taki motyw już był… o panience z wyższych sfer, która chciała malować, uczyła się u któregoś z mistrzów, Salon Paryski, kiepskie miejsce obrazu, Salon Odrzuconych, malowanie aktów, nędza domów na Montmatrze, malowanie z jednym z malarzy nowych nurtów…
No męczy i męczy. Kto wie co to mogło być?

Leave a Reply

Your email address will not be published.

%d bloggers like this: