Close

„Żałobnica” – Robert Małecki

Udało mi się skończyć „Żałobnicę” Roberta Małeckiego. Lektura książki, na którą czekałam, zajęła mi nieoczekiwanie dużo czasu, a sprawiła dużo mniej przyjemności, niż się spodziewałam.

Anna straciła w wypadku męża i nastoletnią pasierbicę. Zginęli w wypadku na przejeździe kolejowym. Dróżniczka nie zamknęła szlabanów i pociąg zmiażdżył samochód, którym jechał znany toruński biznesmen z córką. Wdowa walczy z siostrą męża, z jego rodzicami, i z własnym obrazem utraconego małżeństwa. Jednocześnie całe życie ucieka przed gnębiącymi ją tajemnicami z młodości.

Narracja prowadzona przeplatanymi, krótkimi rozdziałami umieszczonymi w różnych planach czasowych, przerzuca czytelnika w świecie Anny, od tego co wydarzyło się dawno temu, do tego co było przed wypadkiem i do zdarzeń bieżących. Zagmatwane i niejasne wydarzenia z odległej przeszłości powodują, że Anna żyje w nieustającym napięciu i lęku. To co działo się w okresie poprzedzającym wypadek, zbudowało w niej kolejne pokłady stresu, jawna nienawiść pasierbicy, możliwy rozpad małżeństwa, zdrada, to wszystko niszczy ją emocjonalnie. A obecnie wszystko to nawarstwiło się i obrosło dramatem śmierci męża i dodatkowo zaginięciem dróżniczki obwinianej o niedopełnienie obowiązków na przejeździe.

I brzmi fascynująco, tajemnica goni tajemnicę, prywatni detektywi, byli policjanci, dramatyczna historia z rodzinnej wioski tkwiąca w bohaterce i determinująca całe jej dorosłe życie. I niestety. Nie zagrało.

Ciężko się czyta książkę napisaną w pierwszej osobie, gdy nie czuje się sympatii do narratorki. Nie sposób się utożsamić, nie sposób wczuć się w jej emocje. Anna była dla mnie sztuczna i przedramatyzowana, jej przeżycia straszliwie nudziły, a nie elektryzowały.

I to chyba był problem, który powodował, że zamiast połknąć „Żałobnicę” w dwa wieczory, czytałam ją tyle czasu. Męczyłam.

W obliczu całości zakończenie przyniosło ulgę. Annie i mnie. Nie sądzę, żeby matce Anny, więc to kolejna rzecz, która mi tu bardzo nie gra.

W sumie dobrnęłam do końca z sympatii dla Autora, z chęci napisania uczciwie „przeczytałam”. No cóż, nie ma przecież przepisu, że wszystkim musi się podobać wszystko. Autor i tak ma u mnie duże pokłady zaufania, po prostu poczekam na kolejną książkę, z nadzieją na zachwyt jak nad trylogią o Bernardzie Grossie.

Na razie napiszę tak, przeczytajcie, wyróbcie sobie sami opinię. Jest tyle pozytywnych, że jest duże prawdopodobieństwo, że się Wam też spodoba.

Tytuł: „Żałobnica”
Autor: Robert Małecki
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Moja ocena: 6/10

Leave a Reply

Your email address will not be published.

© 2020 Co Aśka przeczytała... | WordPress Theme: Annina Free by CrestaProject.
%d bloggers like this: