
Najnowszy wspólny eksperyment Macieja Siembiedy i Gazety Wyborczej oceniam bardzo pozytywnie. Odcinkowe cykanie noweli „Gustaw” nakręciło mnie jak nigdy. Poranki w środy i soboty zaczynałam z kawą i historią wielkiej ryby. I pochłaniałam z zachwytem, chociaż sama nie lubię wędkarstwa (mam osobiste uprzedzenie do tej formy spędzania czasu).
„Gustawa” czytałam na bieżąco, dzisiejszy odcinek nawet wczoraj, bo udało mi się wyżebrać w sklepie sprzedaż sobotniego numeru Gazety w piątek (spod lady, jak w PRLu). Kompletną książkę „Gustaw i Gadająca Żaba” zakupioną w przedsprzedaży publio wysłało mi na kindla dziś o 1:00 w nocy. Akurat się obudziłam i z zachwytem zaczęłam czytać, tym razem o „Gadającej żabie”, a ponieważ rozpoczęłam urlop, to teraz, korzystając z bycia pasażerką, właśnie skończyłam. Zdjęcie jest z przydrożnego parkingu.
Obie nowele są znakomite, autor mistrzowsko opisuje w nich światy i historie, niby minione, a jednak tak dobrze znane. Ludzi o charakterach spotykanych w naszych domach, w pracy, wśród znajomych. Miejsca, które widywaliśmy we własnej okolicy, bądź na wakacjach, u rodziny lub wczasach.
Nowele są bardzo różne, ale jednocześnie łączy je to polskie tło, od czasów wojny, do szalonych lat dziewięćdziesiątych, znajome typy ludzkie, historie, które już gdzieś słyszeliśmy. A przecież najbardziej lubimy te piosenki, które znamy.
O starym Joachimie, który wielokrotnie stając w obliczu zmian otaczającego go świata, i tak zawsze umiał w swoim jeziorze złowić największą rybę. A w obronie tego jeziora i jego mieszkańców jest gotów naprawdę na wiele.
I o sprytnym trójmiejskim cinkciarzu Marku, któremu ciągle się udawało. Z tym, że nie do końca.
A co uderza po przeczytaniu obu? To, że chytry dwa razy traci. Albo i więcej.
Autor nieco obawiał się krótszej formy, ale ja jako zagorzała fanka i prawdziwy członek falangi #szalikowcysiembiedy jestem oczywiście najbardziej obiektywna i lektura tych nowel sprawiła mi prawdziwą przyjemność. Są po prostu świetne. Jest w nich to wszystko co cenię u Autora. Prawdziwe miejsca, specyficzne spostrzeżenia i lokalne historie, żywe opisy i odpowiednia dawka ironii i humoru, bogaty język dopasowany do każdej sceny czy dialogi.
„Gustaw” jest opatrzony posłowiem, które wyjaśnia jego legendę, „Gadającej żabie” posłowia zabrakło. Może odsłoniłoby zbyt wiele? Bo przecież na pewno jest oparta na prawdziwej historii.
Gorąco polecam!
Dzięki Maciejowi Siembiedzie mam rewelacyjny początek urlopu! Czekam niecierpliwie na kolejne nowele!
Tytuł: Gustaw i Gadająca żaba
Autor: Maciej Siembieda
Wydawnictwo: Agora
Moja ocena: 10/10 bo jak inaczej?
