Close

„Lizbona, miasto, które przytula” – W. Wawrzkowicz, M. Stacewicz

To nie jest przewodnik. To nawet nie jest książka o mieście. To książka o tym, co miasto robi ludziom, jak ich zmienia, jak pomaga dokonać rozmaitych wyborów, zakochać się w miejscach, atmosferze…

Marzyłam o Lizbonie od dawna, to było takie miejsce, o którym wyobrażenie budowało tylko skojarzenie słońca, biało-niebieskich kafelków i żółtych tramwajów. Miejsce tak odległe, że w grę wchodził tylko samolot, a ja długo nie latałam…, potem gdy sama forma podróży lotniczej przestała budzić lęk, ceny biletów były zabójcze. Ale wreszcie się udało, dokładnie 4 lata temu poleciałam do Lizbony.

Długo przygotowywany plan zwiedzania, bo przecież tak daleko, te ceny biletów – to może to podróż na raz, więc milion punktów do odhaczenia na liście must see, wiele na liście must eat… i mimo realizacji, pozostał niedosyt.

I wiecie czego mi zabrakło? Tego, o czym jest ta cudowna książka!

Już wtedy, wracając do domu, myślałam, że do Lizbony trzeba wrócić, po to aby zgubić się w uliczkach Alfamy, usiąść na brzegu rzeki i patrzeć na mewy, na dachy z któregoś z Miradouros.

I ta książka dała mi to poczucie. Jakbym zrealizowała to snucie, zagubienie, zagapienie… ach! No i znowu chcę wrócić do Lizbony! Za półtora tygodnia mam urlop, gdyby nie to, że bilety już kupione… ale już nastawia „polowanie”?. Pojadę tam, żeby nic nie robić. Zagapić się.

Fantastyczna książka, dzięki której obejrzałam „Imagine”, któryś z programów z Davidem Gaboriaud, genialne rysunki na stronie Urban Sketchers, słuchałam Anny Marii Jopek, Marizy i Salvadora Sobrala… czytając piłam vinho verde (moje ulubione wino od 4 lat!).

I przypomniałam sobie jak po powrocie z Lizbony przez kilka tygodni rozmawialiśmy po polstugalsku „Idosz”, „robiosz” i „gadajosz” nieustająco budziło radość! Fajnie jest wiedzieć, że dotknęło nie tylko nas?.

Czując i opisując, urok i przyciąganie tego pięknego miejsca, autorki wplatały realizm i przyziemność życia w bajkowym mieście żółtych tramwajów. Bo piękno, słońce i ginjinha mają też drugie oblicze, braku ogrzewania w domach, wilgotnego wiatru znad oceanu i zupełnie innej mentalności Portugalczyków. Chce się pojechać do Lizbony, ale z przytomną głową, odpocząć, odetchnąć, rozkoszować się urokiem i atmosferą, a nie z całym dobytkiem w garści, borykać się z codziennością świata z innej bajki.

Gorąco polecam! Tym, co byli, pozwoli znowu odetchnąć (choć mentalnie?) wiatrem znad oceanu. W tych, co nie byli, obudzi nieodpartą chęć poszukania biletów, urlopu, odbycia tej podróży! Obejrzyjcie filmy wspomniane przez autorki, posłuchajcie muzyki, może w najbliższej Biedronce trafi się tydzień portugalski, będą sardynki, pasteis de nata, ginjinha…

Ginjinha

Tytuł: Lizbona, miasto, które przytula
Autor: Marta Stacewicz-Paixao, Weronika Wawrzkowicz-Nasternak
Wydawnictwo: Wielka Litera
Moja ocena: 10/10

452 594 thoughts on “„Lizbona, miasto, które przytula” – W. Wawrzkowicz, M. Stacewicz

    1. Ja w amoku już kupiłam „Portugalię” Bartka Kieżuna i „Muzykę moich ulic – Lizbona” Kydryńskiego ? Jak szaleć to szaleć!
      A do Lizbony muszę wrócić! To cudowne miejsce! Bardzo polecam!

Leave a Reply

Your email address will not be published.

© 2024 Co Aśka przeczytała... | WordPress Theme: Annina Free by CrestaProject.