
Po trudnym do zgryzienia Twardochu długo miotałam się między rozmaitymi książkami, zaczynając kilka polecanych, próbując wrócić do napoczętych i nic mi nie pasowało. Dopiero Agatha zrobiła co trzeba!
Postanowiłam sięgnąć po „Tajemnicę siedmiu zegarów” aby odświeżyć książkę przed obejrzeniem ekranizacji. Zagadka śmierci młodego obiboka w domu pełnym jego znajomych jest opisana znakomicie. Tajny plan obudzenia śpiocha za pomocą wielu budzików spala na panewce, gdyż ofiara żartu nieoczekiwanie okazuje się ofiarą morderstwa, dość sprytnie upozorowanego na wypadek. Potem jest kolejny trup, nocne życie Londynu i tajemne sprzysiężenia.
Tradycyjnie Agatha nie zawodzi, Bundle to świetna bohaterka wtrącająca nadinspektorowi Battle swoje trzy grosze. Atmosfera arystokratycznej rezydencji skażona prostackimi nowobogackimi i morderstwem. Grupka przyjaciół, którzy niby wszystko o sobie wiedzą, ale też nic nie powiedzą.
I zaskakujące rozwiązanie!
Po prostu znakomita Agatha Christie!
Polecam na zastoje czytelnicze i nie tylko!
Tytuł: Tajemnica siedmiu zegarów
Autorka: Agatha Christie
Wydawnictwo: Hachette
Moja ocena: 8/10
PS. Ekranizacja Netflixa bez szału, normalny półtoragodzinny film by wystarczył, Helena Bonham – Carter jest boska, aczkolwiek jej postać dołożona „od czapki”. Świetny Martin Freeman!
PS2. Wiecie, że nie udało mi się w domu znaleźć siedmiu zegarków (tradycyjnych, ze wskazówkami). Mam trzy, dwa wiszące, jeden stojący budzik. Naręczne niedziałające po szufladach poutykane są. Elektroniczne na rozmaitym AGD i na rękach też.
A prawdziwych zegarów aż siedmiu nie! Nomen omen, znak czasów.
