Close

„Wotum” – Maciej Siembieda – RECENZJA PREMIEROWA

Wotum

Czekałam na „Wotum” od dnia gdy na skrzydełku „Gambitu” zobaczyłam jego zapowiedź. Gdy Autor małymi wzmiankami sugerował o czym będzie, moja ciekawość sięgała zenitu. Zwłaszcza, że tym razem historia była „świeża”, nie mogłam poznać choćby kawałka jej tła, wertując zbiory reportaży pana Macieja.

Gdy półtora miesiąca temu Wydawnictwo Agora ogłosiło konkurs na blurba na okładkę, musiałam w nim wziąć udział bo oznaczało to przeczytanie „Wotum” już wtedy! Miało być ukojeniem tego napięcia, zaspokojeniem ciekawości rozbudzanej przez rok. Przeczytałam jednym tchem! Co tam przeczytałam! Wciągnęłam! Pochłonęłam! Potem przeczytałam jeszcze raz. I wczoraj wieczorem skończyłam trzeci „przebieg”.

Ciekawość została zaspokojona, ale tylko w kwestii jakie śledztwo przeprowadził Jakub Kania tym razem. Finałowa scena przecież powoduje, że kolejny supełek wwiercił się w moją głowę. Bo co było w ekspertyzie?

W grudniu 2012 roku ma miejsce zamach na obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Mężczyzna rzuca w niego żarówkami wypełnionymi farbą. Gdyby nie jedno z niezwykłych wotów otrzymanych przez klasztor paulinów na rzecz obrazu, czyli specjalną szybę, prawdopodobnie ikona uległaby nieodwracalnemu zniszczeniu.

Sprawa nie jest nagłaśniana, aby nie prowokować kolejnych wyczynów potencjalnych żądnych rozgłosu „terrorystów”. Ale do klasztoru dzwoni kobieta i podając się za członka sekty szantażuje zakonników grożąc kolejnym atakiem.

Kościół jako instytucja działa nieprzerwanie od 2000 lat, zatem jest znakomicie zorganizowany i jeszcze lepiej poinformowany. Paulini z Częstochowy zwracają się o poufną pomoc, do znanego z sukcesów w tajnych sprawach związanych z historią i dziełami sztuki, prokuratora IPN-u Jakuba Kani.

I Jakub zaczyna drążyć. Tropy prowadzą do małej wsi na Opolszczyźnie i do Paryża. W wątkach sprawy przewija się król Jan Kazimierz i jego tajny agent, ksiądz aktywnie wspierający ruchy Solidarności w latach osiemdziesiątych oraz tajemniczy Szaman, prowadzący przerażające przedsiębiorstwo o enigmatycznej nazwie Wspólnota.

I o ile wątek obrazu, a nawet dwóch, jest pełen zagadek, tajemnic, ma w sobie to co wciąga i nie pozwala się oderwać, w tle są kradzieże dzieł sztuki, pościgi, strzelaniny, porwania, typowa sensacja, to właśnie wątek Wspólnoty i jej szefa Szamana jest czymś, co zagnieździło się w mojej głowie. I nie chce jej opuścić.

Szarlataneria, pseudomedycyna, magiczne procedury, wykorzystywanie placebo i żerowanie na ludzkiej nadziei na znalezienie lekarstw i leczenia, gdy tradycyjna naukowa medycyna musi się poddać, to coś, co dzieje się wszędzie wokół nas. Każdy słyszał historię o bioenergoterapeutach, lewoskrętnej witaminie C, leczeniu moczem, diagnozowaniu z kropek na tęczówce i wszystkich innych podobnych pseudomedycznych wynalazkach. Jedni wierzą w nie, bo zawiedli się na medycynie, inni bo boją się poznać prawdziwą diagnozę, jeszcze inni wierzą w moc „babki”, bo kiedyś babcia opowiadała, jak taka „babka” pomogła pradziadkowi… I na tej łatwowierności, naiwności albo poszukiwaniu, ktoś zbija całkiem przyziemny, acz potężny, majątek. Dodatkowo, w tle wszystkich wydarzeń, przewija się wszechmoc Kościoła i jego urzędników w naszym kraju. Nacisk i manipulacja to narzędzia powszechnie stosowane. Przerażające.

Wracając do „Wotum”, ponownie Autor daje nam misterną mieszaninę sprawdzalnych faktów i utkanej fikcji, trudno znaleźć cieniutką granicę, która je rozdziela. Co jest prawdą? Co zmyśleniem? Jak zwykle, czytając książkę pana Macieja, grzebałam w necie, oglądałam obrazy, szukałam informacji o miejscach, teraz chcę pojechać na Opolszczyznę, zobaczyć „florencki” ratusz w Opolu, Głogówek, klasztor w Mochowie, nawet obraz w „Bogorii”. Strach tylko, wbić w Google, hasła związane z tak zwaną paramedycyną. Świetnie przygotowane strony internetowe, mnóstwo „prawdziwych” historii i zdjęć z uleczeń i uzdrowień. Koszmar. Absolutnie takie działania powinny być zabronione i ścigane z urzędu.

Sprawa obrazów jasnogórskiego, i tego drugiego, „bogoryjskiego” jest ciekawa i chciałabym po prostu wiedzieć, jak Jakub, jaka jest prawda, ale to sprawa Wspólnoty i Szamana męczy mnie bardziej. Miałam koleżankę, chorowała na raka… boję się myśleć, że nie żyje, bo gdzieś jest taki Szaman, którego pracownik świadomie ją oszukiwał i na jej chorobie robił majątek.

A z rzeczy lżejszych, Jakub Kania kocha jeść! I jak pięknie autor tę miłość opisuje! Ta eklerka, ten kotlecik, ta polędwica. Kocha kawę i przekonał się do ekspresu na kapsułki (ja też jakiś czas temu! 🙂 ). Jakub kocha swoją mądrą, spokojną partnerkę Kasię i dwie córeczki, kocha również ojca, z którym wątła nić porozumienia znów gdzieś panom zaginęła. Rozumiem zamysł fabularny, dlaczego tak, a nie inaczej, został poprowadzony wątek bosmana Kani, ale ja go naprawdę lubiłam! Tak się nie robi drogi Autorze!

„Wotum” jest zupełnie inne niż „444” i „Miejsce i imię”, nie ma kilku płaszczyzn historycznych i ich bohaterów pierwszoplanowych, ale bynajmniej nie obniża to poziomu generowanych przez lekturę emocji. Czasem mniej znaczy więcej.

Podsumowując. Bardzo ciekawie poprowadzone i splątane wątki, cudowne sformułowania, cytaty do nauczenia i wprowadzenia w język potoczny! I ten subtelny ironiczny dowcip przemycany w tle. I jak zwykle przepiękna polszczyzna!

Po prostu: Tak, znowu wygląda na to, że w marcu ukazała się najlepsza książka tego roku!

To co? Do zobaczenia za rok w Raciborzu!

Tytuł: Wotum
Cykl: Jakub Kania
Autor: Maciej Siembieda
Wydawnictwo: Agora
Moja ocena: 20/10

Recenzje poprzednich przygód Jakuba Kani:
„444”
„Miejsce i imię”

Za bezcenną przyjemność lektury dziękuję Autorowi!
Za egzemplarz konkursowy Wydawnictwu Agora!

5 thoughts on “„Wotum” – Maciej Siembieda – RECENZJA PREMIEROWA

  1. no no, jak na Ciebie to recenzja konkretnej długości! to się nie zdarza! 😀
    Trochę Ci zazdroszczę, że Ty już zdążyłaś trzy razy, a ja jeszcze ani razu… wiem, wstyd i hańba. Obiecuję szybką poprawę, w przyszły weekend powinno się w końcu udać! 😉 (ćwiczę silną wolę i cierpliwość….;p)

        1. Cieszę się, że moje blogowanie jest jednak absolutnie hobby i pasją… i kolejka czytania zależy tylko od mojego kaprysu!

          1. haha mój to też pasja i hobby i same lektury, które chcę przeczytać 😉 A że jest ich dużo, to się zbiera 😉 Jestem pedantyczna, więc i porządek w kolejce musi być 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published.

© 2020 Co Aśka przeczytała... | WordPress Theme: Annina Free by CrestaProject.
%d bloggers like this: