
Chciałam przeczytać, chciałam się zachwycić, bo widziałam wiele opinii, jaka to wspaniała książka. Ale wyszło, że niestety jestem prostym człowiekiem, który nie potrafi docenić uroków skandynawskiej literatury.
Przeczytałam. Choć nie wiem po co.
Autorka opisuje ciekawą i skomplikowaną sytuację. Zmianę pokoleniową w rodzinnym wydawnictwie, specyficznie przygotowaną przez matkę, wieloletnią szefową.
Oczywiście następcy ochoczo wyciągają ręce do przejęcia pałeczki władzy, różnice w ich postrzeganiu firmy i środowiska wywołują pewien konflikt.
I tylko to przedstawienie kontrastowo różnych punktów widzenia literatury, jej przewidywanych zmian i ewentualnego rozwoju branży wydawniczej w przyszłości, w wykonaniu skonfliktowanego rodzeństwa jest ciekawe.
Ale poza tym wyraźnie zarysowana kwestia rodzinnych niedomówień i tajemnic nie wnosi nic. Wydawałoby się, że powinien tam wrzeć kocioł emocji. Niestety. Być może bohaterowie te emocje przeżywają, ale sposób ich opisania jest tak zimny i nijaki, że w sumie ciągle czekałam na coś. I nic nie dostałam.
Zerknijcie na instagramowe konto @helgi.and.erlend, to idealne podsumowanie sposobu przeżywania emocji po norwesku.
I tak jest w Doggerlandzie.
Tytuł: Doggerland
Autorka: Agnes Ravatn
Tłumaczka: Karolina Drozdowska
Wydawnictwo Pauza
Moja ocena: 5/10
