Close

„Dom (nie)spokojnej starości” – Anna Kasiuk, Alek Rogoziński

Wszystko zaczyna się od niewiarygodnego upału, saturatora i chwili rozmowy dwóch dziewczyn na placu Zamkowym w Warszawie w 1969 roku.

Po półwieczu jedna z tych dziewczyn zaczyna popadać w lekki marazm i zgnuśnienie w domu seniora „Zaciszny Kącik”. Miała dobre życie, kochanego męża i tylko nagłe wdowieństwo i okrucieństwo starzejącego się ciała zmusiły ją do zamieszkania w miejscu zapewniającym opiekę, wyżywienie i towarzystwo.

Opieka na poziomie, warunki dobre a towarzystwo nieco zmurszałe, acz ciągle na chodzie. Właścicielka domu dba o podopiecznych, personel jest życzliwy i zaangażowany.

Tylko straszliwa nuda i monotonia codzienności nieuchronnie prowadzą myśli seniorów do wniosku, że oni tu tylko „czekają na śmierć”: Ela, hipochondryczka wielkiej klasy, Benia, wścibska na poziomie CBA i ABW, a może i FBI, rozmodlona, a nawet nieco już zdewociała Stanisława, Hanna, apodyktyczna nie do wytrzymania, sprytna Klara czy Kazio, dezynfekujący uparcie świat wokół, Józef, przygnębiony po utracie żony, czy Gustaw, nie wiadomo czy bardziej artysta-malarz czy erotoman-gawędziarz. Przekrój świata 70 plus.

Gdy nagle do „Zacisznego Kącika” przybywa nowa pensjonariuszka, niesłychanie żywiołowa Maria, świat nabiera barw, blasku i seksapilu. Dla mieszkańców, pracowników, właścicielki.

I sąsiadów!

Moi drodzy, to co staruszkowie wyrabiają najpierw w celach rozrywkowych, a potem w jak najbardziej zbożnych, powodowało u mnie zachłystywanie się śmiechem i łzy w oczach. Przegląd charakterów i osobowości, niezwykłe pomysły i parada totalnego szaleństwa w ich realizacji.

Kolędnicy i ich występ spowodował u mnie atak śmiechu, taki że musiałam odłożyć książkę i ochłonąć, bo nie dawałam rady czytać dalej. Zamysł przedstawienia łączącego „Dziady” i jasełka gdzie „ciemno wszędzie, głucho wszędzie” prowadzi do żłóbka i plastikowego Jezuska, jest tak obłędny i nasz, polski do szpiku kości, że aż dziwne, że do tej pory nigdzie wcześniej się nie pojawił.

A wiecie co jest absolutnie najlepsze? To, że ta książka pokazuje nam, że nie ma dobrego ani złego, czasu na miłość, zmiany w życiu i trochę zwariowanych pomysłów. Zawsze można poznać nowych ludzi, albo odkryć nowe cechy tych od dawna znanych. Trzeba znaleźć cel, i niech będzie nawet wspólnym wrogiem albo po prostu wspólnym szaleństwem! Ważne aby łączył. I trzeba wierzyć, że zawsze jeszcze coś dobrego przed nami. Czasem sami w to wpadniemy, czasem ktoś nas wepchnie! I świetnie!

Chcę do „Zacisznego kącika”, chcę wierzyć, że tak powinny, i że tak funkcjonują domy, w których mieszkają starsi ludzie. Nie wegetują tam w znudzonym oczekiwaniu na ostateczny „święty spokój”, ale w nieustającym „nieświętym zwariowaniu”! I pogodzie ducha!

Mimo, że czytałam wszystkie książki Alka Rogozińskiego, a żadnej Anny Kasiuk, nie podejmuję się zgadywać, jak podzielili się pisaniem tej książki. Powiedzmy, co do niektórych scen, sformułowań czy odwołań, mam podejrzenia, ale niech sobie tylko w mojej łepetynie zostaną, bo całość jest świetna! Spójna! Szalona! Ciepła!

Ubawiłam się znakomicie i bardzo polecam tę historię wszystkim! Zwyczajnie młodym, średnio młodym i tym młodym nieco inaczej!

Love is in the air, a poczucie humoru siedzi w nas! Śmiejcie się! Obdarowujcie bliskich radością, która płynie z takich książek!

Polecam!

Tytuł: Dom (nie)spokojnej starości.

Autorzy: Anna Kasiuk, Alek Rogoziński

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Moja ocena: 9/10

Wydawnictwu Skarpa Warszawska dziękuję za egzemplarz recenzencki! Uśmiałam się setnie! W sumie, może namówcie Autorów na jakąś kontynuację? Potencjał jak złoto!

Leave a Reply

Your email address will not be published.

© 2021 Co Aśka przeczytała... | WordPress Theme: Annina Free by CrestaProject.