Close

„Lisomites. Tajemnica skarbu krzyżackiego” – Waldemar Kołecki

Bardzo lubię gdy fantazja i wyobraźnia autora wplatają akcję powieści w istniejące teraz lub w przeszłości miejsca, gdy wydarzenia i postaci odnoszą się do faktów i historii. A jednocześnie książka ma za zadanie wciągać i dostarczać rozrywki. Stąd łatwo dałam się namówić na sięgnięcie po debiut Waldemara Kołeckiego pod tytułem „Lisomites. Tajemnica krzyżackiego skarbu.” Zafascynował mnie już tytuł, bo nigdy nie słyszałam słowa „lisomites”. Co oznacza, skąd się wzięło, co je wiąże z krzyżackim skarbem? Oczywiście sam krzyżacki skarb to też znakomity wabik. Zatem wpadłam po uszy w tę historię. 

Gdzie jeszcze, teraz w XXI wieku, może być ukryty krzyżacki skarb? Chyba już wszystkie znaleziono. A jeśli nie, to przecież nie w Malborku czy Kwidzynie, to byłoby zbyt oczywiste. Zresztą tam znalazłby go dawno Pan Samochodzik.

Skąd w ogóle Krzyżacy wzięli skarb? I dlaczego nadal wraca jego temat? Kto i jak go szuka, kto i dlaczego go chroni?

I jaką rolę w tym wszystkim pełnią Łysomice? Dlaczego ta nieduża miejscowość nieopodal Torunia stanęła w centrum zagadki?

Zagadki, która ma w sobie i wątek kryminalny, i historyczny, sensacyjny i taki podszyty tajemnicami kościoła. Policja, prokuratura, księża, tajni wysłannicy zapomnianych bractw, naukowcy i zaginione dzieła sztuki. A w tych przypadkiem odkrytych kryją się tropy prowadzące jeszcze dalej, głębiej i być może w zupełnie nieznane odmęty historii.

Akcja jest prowadzona w świetnym tempie, przeskoki między rozdziałami i zdarzeniami zaskakują sprytnymi cliffhangerami, opisy nie nużą nawet, gdy są to miejsca mrówczej pracy badawczej. Zachęcają za to do udania się do Zamku Bierzgłowskiego, Chełmży, Papowa Toruńskiego i Torunia. No i do Łysomic. Znajdą tam ten skarb?

Bardzo podobała mi się konstrukcja motywów działania antagonistycznych grup poszukiwawczych. Wiarygodne i logiczne. Takie stronnictwa, właśnie z takich powodów, szukałyby tego skarbu do upadłego.

Muszę przyznać, że autor wykonał tu znakomitą robotę. Uwielbiam przy okazji takich lektur wynajdywać i doczytywać informacje na temat tła historycznego, sprawdzać nazwiska i życiorysy pojawiających się postaci, szukać wspomnianych artefaktów, oglądać zdjęcia miejsc, a nawet mapy. I historyczne, i jak najbardziej współczesne. Co ja się tym razem naszukałam Lisomitów (uwierzyłam, że to organizacja tak tajna, że aż trudno znaleźć jej ślady), co naoglądałam krzyży maltańskich, krzyżackich i templariuszy, szukałam Madonny Bierzgłowskiej i symboli świętego Huberta. Wkręciłam się całkowicie.

Polubiłam dwoje głównych bohaterów, komendanta Rabskiego i prokuratorkę Najemską. No i rozmaite uczucia budziły inne postaci, świetna była dzielnicowa Ochocka, krew w żyłach mroziły poczynania Wolfa.

Językowo też mi wszystko grało, gdy padały wypowiedzi potoczne, bywało kolokwialnie, a nawet z użyciem wulgaryzmów. Jak w życiu. Gdy swoje wywody prowadzili profesorowie było mądrze i naukowo. Natomiast nie czułam nadmiaru wiedzy historycznej, która tu dla wiarygodności wpleciona i opowiedziana musiała zostać. 

Książka jest świetna, aczkolwiek trudna do zdobycia, bowiem wydana w celu promowania gminy Łysomice, nie jest ogólnodostępna w sprzedaży. Ja otrzymałam egzemplarz od autora (bardzo dziękuję!). 

To specyficzne wydanie ma swoje wady i zalety. Początkowo dość intensywnie przeszkadzały mi niedociągnięcia redakcyjne i korektorskie, ale nie ukrywam, że wciągająca z każdą stroną historia sprawiła, że w pewnym momencie przestałam je dostrzegać. Wadę ma również oprawa, z jednej strony piękna graficznie, z lakierowanymi symbolicznymi wypukłościami, jednocześnie jest miękka i łatwo się niszczy. No i nie ma ebooka.

Ale poza tym edytorsko książka jest dopracowana, nazwisko autora, tytuł obok obramowanych numerów stron dodają uroku. Dodatkowo w treść wplecione są ważne dla historii ilustracje, symbole, mapy, herby, co w opowieści ze skarbami znacząco podnosi ciśnienie poszukiwawcze czytelnika.

Zabrakło mi posłowia od autora, wyraźną kreską oddzielającego fikcję od faktów oraz informacji o konsultantach, źródłach, kontekstach. Osobiście bardzo to lubię, choć wiem, że nie jest niezbędne. Ale dobrze jest po lekturze odsiać wyobraźnię od historii.

Trudno mi napisać polecam, bo wiem, że niełatwo trafić na tę książkę (szkoda!), ale jeśli autorowi uda się przebić do któregoś z wydawców i na rynek trafiłoby wznowienie, to nawet bardzo polecam! A może jakaś inna tajemnicza historia będzie miała to szczęście?

Ma szanse spodobać się zwłaszcza miłośnikom tajemnych historii, przygód, sensacji i małych ojczyzn. 

Kto jedzie ze mną do Łysomic?

Mam saperkę!

Tytuł: Lisomites. Tajemnica skarbu krzyżackiego.

Autor: Waldemar Kołecki

Wydawca: Machina Druku

Moja ocena: 8/10

Publikacja powstała dzięki pomocy i wsparciu Gminy Miasta Chełmży oraz gminy Łysomice. Publikacja dofinansowana przez Powiat Toruński.

© 2026 Co Aśka przeczytała... | WordPress Theme: Annina Free by CrestaProject.