
Fantastyczna historia, pokręcona zagadka, klimat jak złoto. Trochę „śmielakowania”, trochę „gortychowania”. Oprawione w tempo akcji Brudnika, bez zbędnych opisów, nadmiernych filozofii, przesady w dramatycznych scenach. Akcja pędzi, ale ma sens.
A wszystko zaczyna się od niezwykłej tradycji corocznego spalania kościoła w wiosce odciętej od świata, geograficznie i mentalnie, oraz klasycznej „zagadki zamkniętego pokoju” w niesamowitym wydaniu.
Ofiary są dwie, podejrzanych nie ma. A potem się pojawiają. I tropy prowadzą do ludzi i do miejsc.
Bohaterowie świetnie przedstawieni, pozytywni nie są nieskazitelni, negatywni mają sumienia. Nikt nie jest do końca jednoznaczny. A nie! Laluś jest jednoznaczny! Jest kotem i to mówi wszystko.
Inspektor Katarzyna Łezka trafia właśnie do grupy moich ulubionych śledczych. Jest niesamowitą babką, inteligentną, jednocześnie twardą i wrażliwą. Doskonałą śledczą. Cięty jęzor, ironiczny humor. I kot! A prywatnie boryka się z problem zdrowotnym, który aktualnie czyni mi ją bardzo bliską.
Jej nowy partner, początkowo odpychający samym faktem kim jest i skąd się wziął, okazuje się być dobrym gliną z intuicją i sprytem. I mimo mrocznych problemów, fajnym człowiekiem.
No i sprawa! Wydarzenie sprzed lat, które raptem wywołuje reperkusje współcześnie. Stara zbrodnia, nowa zbrodnia, lokalne tajemnice, zmowa milczenia. Góry, las i śnieżyca!
I zakończenie! Zarówno tej sprawy, która tu gra główną rolę jak i całej książki! Szczęka opadła.
Po prostu super!
Rzucam wszystko, lecę czytać „Gawrę”!
Tytuł: Rota
Autor: Grzegorz Brudnik
Cykl: Inspektor Łezka #1
Wydawnictwo: Filia
Moja ocena: 9/10
