Close

„Warszawianka. Od zmierzchu do świtu” – Ida Żmiejewska – RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Karnawał 1894 roku, Warszawa żyje od balu do balu! A te odbywają się codziennie, mniejsze w salonach, większe w pałacach, największe w Resursie czy Ratuszu, i trwają od zmierzchu do świtu! A na balu się tańczy, pokazuje i obserwuje. Pokazuje córki na wydaniu, obserwuje potencjalnych konkurentów. Suknie, koafiury, biżuteria. Panny, wdowy, kawalerowie i wdowcy pod czujnym ostrzałem wzroku matek i ciotek.

A kolejnego dnia w „Kurierze Porannym” wszyscy w napięciu czytają jak bal, przyjęcie, organizację, ale i kreacje dam, zachowania panienek, popularność i potencjalną pozycję na „małżeńskim rynku” ocenia pani Józefina Majerowa. Wieloletnia autorka rubryki towarzyskiej. Absolutna królowa towarzyskich rankingów, znawczyni mody i balowych trendów.

Bal w Resursie Obywatelskiej miał być jednym z najważniejszych i najgłośniejszych w sezonie. I tak się stało. W jednym z bocznych pokoi, służących paniom jako garderoby, znaleziono panią Józefinę, martwą. Zamordowaną krwawo i brutalnie.

Zwłoki znalazła Leontyna Burzyńska, z domu Rapacka, na balu towarzysząca wchodzącej w dorosły świat pasierbicy matki. Leontyna przed laty była bohaterką aż dwóch kryminalnych skandali, ale potem wyszła za mąż, z mężem mieszkała przez lata w Odessie, warszawski światek trochę o niej zapomniał. A tu wróciła i od razu znajduje zwłoki, co zwraca na nią uwagę zarówno policji, ale i co jasne, towarzystwa.

Śledztwo z ramienia carskiej policji będzie prowadzić komisarz Aleksander Nikitycz Woronin, pod nadzorem sędziego śledczego Jerzego Szustra.

Tak się składa, że pan Woronin prowadził śledztwo w sprawie, w której ofiarą był mecenas Rapacki, ojciec Leontyny. Aleksander pomógł uchronić rodzinę przed upadkiem zarówno towarzyskim jak i finansowym. Potem Leontyna pomagała Woroninowi uniknąć oskarżenia o morderstwo. Mimo, iż oboje wtedy odczuwali wzajemny pociąg, to nawet powierzchowny związek Polki i Moskala nie wchodził w rachubę. Gdy sprawy się rozwikłały, obydwoje opuścili Warszawę i starali się o sobie zapomnieć. A teraz znów stają naprzeciwko siebie, on w roli śledczego, ona świadka.

Uwaga, ta książka to jest kryminał. Są zwłoki, tajemnice sprzed lat, powiązania i motywy. Krwawa zbrodnia i potencjalni zbrodniarze, jak syn morfinista lub któraś z niezadowolonych z opisu balu gospodyń, czy matka panny na wydaniu. Tropy się plączą, policja i sędzia przesłuchują, śledzą, grzebią w starych aktach. Myślą i wiążą rozmaite wątki. Czuć kryminał! Bez wątpienia.

Ale!

Ten bal!

Ten walc!

Wystrój wnętrz, ozdoby, kwiaty, suknie, koafiury, garnitury biżuteryjne, te rękawiczki, wachlarze, karnety i kotyliony. Orkiestra i walce, kontredanse i mazury!

Elegancka kolacja i powrót na parkiet!

Zbrodnia zbrodnią, tajemnica tajemnicą ale gdy do walca z kotylionami stają Leontyna i Aleksander, to krew się burzy, a nogi same rwą się do walcowego raz – dwa – trzy, raz – dwa – trzy!

Trzeci tom „Warszawianki” zachwyca tradycyjnie Warszawą, tym razem potężnie zaśnieżoną, dorożki czy sanie grzęzną w zaspach, a przybrana córeczka Leontyny, Joasia chodzi z guwernantką na ślizgawkę. Opisy ulic, parków, kamienic i pałaców znowu kuszą do poszukiwania obrazów starej Warszawy.

Zachwyca też detalami wystroju wnętrz, meblami, obrazami i wszechobecną herbatą z samowara! Bo przecież gdy wieczorem są bale i rauty, to w ciągu dnia nieustająco się chodzi na proszone, bądź wpada nieproszenie na herbatki. A wzorowe panie domu wyuczonymi, mechanicznymi wręcz ruchami umieją ją podać gościowi.

No i te suknie poranne, dzienne, popołudniowe i balowe. Koafiury godzinami układane przez fryzjera.

Denerwują za to matki i ciotki, skostniałe, zgryźliwe i apodyktyczne. Przerażają zasady, bezsensowne, a narzucane bezlitośnie. Raczy nas Autorka tym detalami życia z końca XIX wieku, ale w sposób nienachalny, one uzupełniają obraz całości, wypełniają tło historii, dodają głębi i kolorytu.

A sama zagadka kryminalna? Okazuje się być misterną intrygą, wplecioną i ukrytą w wieloletnim życiu bohaterów, jej korzenie sięgają wydarzeń Powstania Styczniowego, które z westchnieniami szacunku i żalu wspominają Polacy, a z twardą niechęcią Rosjanie.

Kto zabił? Dlaczego?

I czemu znów wszystko kręci się wokół Leontyny?

I jak skończy się ten niewiarygodny wątek miłosny. Ileż bowiem można kochać tylko spojrzeniem, tęsknotą, wspomnieniem. Czy żar, który Leontyna „…czuła nawet przez podwójną materię rękawiczek” znajdzie jakiś dalszy ciąg?

Bohaterki i bohaterowie tej historii ujmują prawdziwością, żyją i czują emocje, mają charaktery, czasem wredne, czasem miękkie, jednych się kocha (ja jestem fanką Agaty Pietrowny i Osipa Mironowa!), innych nie znosi (Amelia i Oktawia – która z tych bab jest bardziej okropna?). Niektórych spotykamy trzeci raz, zmienili się, dorośli, inni przemykają tylko w korespondencji. Autorka zamknęła historię Leontyny i Aleksandra, ale wiele z tych osób zasługuje na swoje odrębne opowieści. Przecież Jerzy i Helena nie mogą tak całkiem zniknąć. Może kiedyś?

Po raz kolejny jestem absolutnie zachwycona, tym genialnym klimatem, słownictwem, atmosferą. Drobiazgowością opisów i wartkością akcji, pięknym językiem pełnym tych cudownych, nieużywanych już słów i sformułowań!

„…konkietę na balu w Resursie robiła kobieta, której drzewo genealogiczne zostało zhańbione skandalem, a ona sama kradła innym pannom epuzerów.”

Ida Żmiejewska, „Warszawianka. Od zmierzchu do świtu”, Skarpa Warszawska, Warszawa 2021, s. 21

Jak na rasowy kryminał przystało, czytelnik poznaje sprawcę (nie spodziewałam się!). Jak na znakomitą obserwatorkę historii i rzeczywistości przystało, Autorka nie podaje nam na tacy kary, jaką winny poniesie. Bo to nigdy nie jest oczywiste.

Kończy się opowieść o Leontynie i Aleksandrze, ciekawa jestem czy będziecie z tego zakończenia zadowoleni? Ja jestem bardzo usatysfakcjonowana, ale przecież każdy lubi co innego. Jeden oczekuje happy endu, inny rozpaczliwego dramatu. A niektórzy zawieszenia, pola dla własnej wyobraźni…

Już wiem, że będę czekać na następną książkę Idy Żmiejewskiej niecierpliwie. Umiejętność poprowadzenia fascynującej historii, przedstawienia ciekawych bohaterów, otulenia wszystkiego bogactwem szczegółów epoki i opowiedzenia pięknym językiem, to komplet jaki zaserwowała nam już trzykrotnie! Wierzę, że kolejne będą równie wspaniałe.

A na razie ruszajcie na ten piękny bal!

Unikajcie zabójcy, cieszcie wyobraźnię pięknem walca!

Tytuł: Od zmierzchu do świtu

Cykl: Warszawianka

Autorka: Ida Żmiejewska

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Moja ocena 100/10

Data premiery: 1 września 2021

Autorce i wydawnictwu Skarpa Warszawska bardzo dziękuję za możliwość objęcia patronatem tej fascynującej, cudownej historii.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

© 2021 Co Aśka przeczytała... | WordPress Theme: Annina Free by CrestaProject.