
Ociągałam się, to prawda. Nie wiem czemu i żałuję. W końcu od premiery minęło już kilka lat. Ale teraz „Czerwień” Małgorzaty Oliwii Sobczak pozwoliła mi na powrót do zauroczenia kryminałem.
Jest nieco makabryczna zbrodnia. Jest sympatyczny, choć nieco zagubiony śledczy. Jest zagadka z przeszłości, która może mieć znaczenie dla tej współczesnej. Są powiązania między bohaterami, nieoczywiste i wychodzące na jaw powoli. Splątane wątki, tropy wyprowadzające czytelnika na manowce. Trochę policyjnych i prokuratorskich procedur, nieco niesmacznych detali z zakresu medycyny sądowej, ale wyważonych w punkt. Wszystkiego tyle, ile potrzeba aby lektura wciągnęła i na koniec zaskoczyła zakończeniem. Bo choć podejrzewałam i niby byłam blisko, to i tak się zdziwiłam.
Ekspresja językowa dopasowana do zróżnicowanych środowisk i bohaterów. Wiarygodne charakterologicznie postaci budzą zarazem sympatie i podejrzenia.
Akcja umieszczona w Trójmieście i okolicach zachęca do odwiedzin i nieco makabrycznych spacerów „śladami zbrodni”.
Bardzo mi się podobała „Czerwień” i choć z jednej strony żałuję opóźnienia to z drugiej, mam teraz fajny cykl do nadrobienia.
I dlatego dziś tak krótko, bo już jestem w „Żółci”, więc spodziewajcie się wpisów o świetnych „Czerni” i „Bieli”
Tytuł: Czerwień
Cykl: Kolory zła
Autorka: Małgorzata Oliwia Sobczak
Wydawnictwo: WAB
Moja ocena: 8/10
