
Najzagorzalsi wielbiciele Jakuba Kani będą mieć początkowo z tą powieścią problem. Przynajmniej ja tak miałam, bo mój stosunek do Kuby dawno przestał być tylko literacki. Ja tego człowieka znam i kocham (przy akceptacji męża). A tu bezlitosny autor wtrąca nas w osłupienie i długo zagłębiając się w fabułę czytelnik nie może skupić się na wydarzeniach. Ale! Nie wolno sprawdzać co jest na końcu! No nie wolno sobie psuć tego misternie budowanego napięcia! Czytać grzecznie, bo po drodze same smakowitości.
Pozostając w kręgu zagadek związanych ze Sztuką przez duże S, tym razem Maciej Siembieda zaprasza nas do ponurej zabawy z literaturą, wpycha nas bowiem w objęcia Władysława Stanisława Reymonta. Noblista cierpiał na fobię, która niby nieczęsto spotykana, to gdzieś w głębi duszy może nieuświadomiona drzemać w każdym z nas. Lęk przed pogrzebaniem żywcem. W dobie przełomu XIX i XX wieków w ogóle wszelkie zagadnienia związane ze śmiercią, zjawiskami paranormalnymi i okultyzmem były popularnie i budziły emocje. „Bawiono się” w wywoływanie duchów, jednocześnie drżąc przed śmiercią. I tak też czynił Reymont, był poważanym medium i bał się pochowania żywcem. Jak jemu ówcześni starali się zabezpieczyć przed takim pochówkiem? Jakie schorzenia mogły zostać zidentyfikowane jako śmierć? Jak upewniano się, że zmarły bliski na pewno nie żyje? A może jest upiorem?

No i dlaczego tego typu przypadki zdarzały się (co udowodniono), a co gorsza, mimo rozwoju medycyny, nadal uznanie za zmarłego może okazać się niekoniecznie ostateczne. I co wtedy?
Z drugiej strony, współcześnie spotykamy na kartach „Upiora” niezwykłego człowieka, związanego z Reymontem w sposób również umykający obecnym odkryciom medycznym, czy naukowym. Czy Reymont umarł? A może jednak nadal „upiorzy” pod czyjąś inną postacią?
Skoro z rzeczy przez duże S tym razem mamy do czynienia trochę z „Ś” to nie sposób ominąć to, że są środowiska obeznane ze zmarłymi i śmiercią w zakresie szerszym niż przeciętni ludzie. To właściciele i pracownicy zakładów pogrzebowych. Ich znajomość rzeczy jest z pewnością zadziwiająco ponadprzeciętna. Obecnie w ramach rozrywek przy rozmaitych spotkaniach okolicznościowych nie wspomina się już również o niewłaściwym traktowaniu ciał zmarłych, łamaniu kości przy ubieraniu, niezupełnie trzeźwych i czystych „kopidołów” i tym podobnych zdarzeniach (kiedyś, a i owszem, pamiętam!). Specjaliści od tanatopraksji i tanatokosmetyki to wysoko cenieni fachowcy, znani z szacunku do swych pacjentów (czy klientów), pogrzeby to dopracowane uroczystości, a pracownicy czasem wyglądają bardziej elegancko niż niektórzy żałobnicy. Jednocześnie sam biznes funeralny, sądząc po ilości zakładów i domów pogrzebowych, to złoty interes. A jeśli coś jest złote, to nawet jeśli skromne, to i tak przyciąga łasych na pieniądze. I tu jest upiór pochowany. Serio.

I tak nam splata Siembieda prawdy i fikcje, jak to ma w zwyczaju, kreując świetnych bohaterów, albo wyciągając z zakamarków pamięci dawnych. Kto pamięta pewnego pomocnika – hakera? Tak bardzo chciałam go gdzieś jeszcze spotkać – i proszę! Mam! Bez tamtego pseudo – ale to na pewno on!
Pojawia się również Teresa Barska, która mimo wieloletnich zapewnień nie doczekała się jeszcze swojej książki – ale chociaż wpada w odwiedziny ponownie.
Zjawia się na moment także cudzy bohater, jego miasto i literacki ojciec – no po prostu cud, miód i orzeszki!
I znów dostajemy ten fantastyczny żywy (choć mocno funeralny z racji tematu) język, sformułowania z życia wzięte wplecione z takim humorem i ironią, jak to tylko ten autor potrafi.
Nic tylko czytać, wnikać, bać się! No upiornie! I bawić! Kiedyś Maciej powiedział, że w pisaniu lubi to, że to co tworzy bawi go, sprawia mu przyjemność. I gdy tę przyjemność dzielą też czytelnicy – to sama frajda! Ja przy „Upiorze” bawiłam się znakomicie! I jestem pewna, że Wy też będziecie!
A potem się zmówimy i jakoś na Siembiedzie zemścimy – za tę pierwszą część! Ja na przykład mogę szalikiem! Albo będę straszyć w moim dawnym stroju fanki The Cure.
Czytajcie Upiora! Z posłowiem! Bo to jak zwykle cymesik!
Nie spać! Czytać!

Tytuł: Upiór
Cykl: Jakub Kania #8
Autor: Maciej Siembieda
Wydawnictwo Agora
Moja ocena: 10/10
PS. A babolek się mojemu ulubionemu autorowi trafił, kto się zorientował? Bo wyskoczył jak Karol nie powiem skąd. Dajcie znać na priva.
