Close

„Efekt pandy” – Marta Kisiel

Bardzo rzadko zdarza mi się, że nie wiem co powiedzieć. Prawie równie rzadko nie wiem, co napisać.

Po pierwsze i najważniejsze, nie przypuszczałam, że kiedyś spotkam bohatera literackiego dorównującego szaleństwem językowym panu Muldgaardowi z „Wszystko czerwone” Joanny Chmielewskiej. Otóż Marta Kisiel taką postać stworzyła. I bynajmniej nie jest to żadne naśladownictwo czy „nędzarna” kopia. To pełnoprawna konkurencja! Nowa, w inny sposób operująca językiem, i to niekoniecznie dążącym do polskiego.

Briżit zarówno językowo, jak i postępowaniem oddalonym od opanowania, budzi mój zachwyt. Oraz jęki, wycie, prychanie i potworny śmiech. Ach, cóż to za fantastyczna kreatura!

Napisałam to już w recenzji „Dywanu z wkładką”. Kocham panią, pani Kisiel❤️ Za Briżit jeszcze bardziej!

Ale do rzeczy, czyli do „Efektu Pandy”.

Do Tereski Trawnej przybywa w odwiedziny mamusia. Mamusia swego czasu (na szczęście dla córki) wyemigrowała do Francji. Zwykłe kontakty na odległość Teresce szkodzą, a już wizyty przyprawiają o wstrząs. Tym razem mamusia postanowiła urządzić „babski wyjazd do SPA” i zabrać tam córkę, wnuczkę i psicę oraz teściową córki, bo czemu nie, skoro się akurat napatoczyła.

Mąż, córka i teściowa namawiają początkowo oporną Tereskę na wypoczynek, w celu regeneracji nerwów po ostatnich dywanowych przejściach.

W górskiej, bo zimą się jeździ w góry, miejscowości zdrojowej, w wypasionym SPA jest luksusowo, ale niestety sąsiedztwo trafia się paniom niespecjalnie udane. Niesympatyczny, bardzo roszczeniowo nastawiony pan, jego prawie niewidzialna żona i rozmemłana córka.

Pewnej nocy Tereska i jej nadaktywna teściowa są mimowolnymi świadkami głośnej scysji za ścianą, po której sąsiadka przestaje być widywana. Czy to może oznaczać, że Tereska z Mirą znów wygenerowały zwłoki?

Rany boskie, jak ja się nieludzko śmiałam. Popłakałam wielokrotnie, prychałam i pokwikiwałam. Książkę czytałam w samolocie, w którym cicho nie jest… ale mąż i tak mnie uciszał. A ludzie patrzyli.

Zagadka kryminalna wije się i plącze, straszne baby szukają dowodów zbrodni, złoczyńcy albo zwłok, ewentualnie wrażeń. Tereska napadająca zbrodzienia krajobrazem, biały czołg, czarny SUV oraz francusko – rosyjski dialekt i mocne, feministyczne przesłanie wychowawcze (Zoja❤️ jest córką znakomitą! Udała się Teresce lepiej niż niejeden bilans!) czynią z „Efektu Pandy” silną kandydatkę do kanonu lektur obowiązkowych oraz podstawę do maltretowania Ałtorki o kolejne perypetie teoretycznie spokojnej księgowej i szaleńczo zwariowanych, spokrewnionych z nią bab.

A rozwiązanie zagadki kryminalnej? Miodzio! Kasztanek! Cymesik!

Wiecie tylko za kim tęskniłam? Szpakiem najeźdźcą. Ale rozumiem, nie można na występy na tournee brać całej żywiny oraz elementów dachu, poza tym wyjazd babski, Aaaaanżej z Maciejką i routerem zostali w domu, ptaszek z nimi 😀.

No co ja Wam będę marudzić! Jazda do księgarni! Po Pindzię! Po pandzię! Oj tam! Po nową Kisiel! Ale już!

A Ałtorka? Ach mą bożę! Do pisania dalej! Trawaję! Rabotać! Ale już! Bez wymówek!

Tytuł: Efekt Pandy

Cykl: Tereska Trawna

Autorka: Marta Kisiel

Wydawnictwo: W.A.B.

Moja ocena 10/10

Wydawnictwu W.A.B. radosne merci oraz spasiba za egzemplarz recenzencki.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

© 2021 Co Aśka przeczytała... | WordPress Theme: Annina Free by CrestaProject.